Mam dziecko!

05:17:00 2 Comments A+ a-

Kolejny łyk. Czuję jak boski płyn wypełnia każdy zakamarek mojego ciała. Nie jestem spokojniejsza, ale czuję, że żyję. Filiżanka kawy to mój ostatni bastion. Cudem ocalała cząstka normalności. Wspomnienie beztroskiego życia, które wiodłam zanim Ona się zjawiła. Od początku mojego macierzyństwa była rytuałem, który pomagał mi przetrwać najgorsze chwile.

Siedzę i piję kawę. Ona słodko śpi. Rozglądam się po pokoju. Zauważam zeszłoroczny kalendarz. Po chwili przewracam kartki i czuję się, jak w wehikule czasu. Skrzętnie zanotowane godziny wizyt u lekarzy, adresy, numery telefonów, strzępki pomysłów, skomplikowane wyliczenia, listy zakupów- tak kiedyś wyglądało moje życie. Dzień zapełniony od rana do wieczora. Nagle wkrada się nutka nostalgii, która szybko zamienia się w zazdrość. Ta natomiast z łatwością przechodzi w żal.

Przez kilka miesięcy prawie nie spotykałam się z ludźmi. Oczywiście, wychodziłam z Nią na spacery, do sklepów, czy do lekarza. Ale nie było mowy o wypadach towarzyskich, jakiejś kawce w miłym miejscu, dłuższej pogawędce na ławce w parku. Dlaczego? Bo mam dziecko.

"Mam dziecko" stało się moją wymówką idealną. Równało się to dla mnie z tym, że na nic nie miałam czasu ani siły. Na początku w rzeczywistości tak było. Później zaczęłam w to święcie wierzyć. A ostatnio co raz częściej łapałam się na tym, że sprytnie wykorzystuję ten fakt i usprawiedliwiam nim swoje lenistwo, czy brak motywacji. Nagle stałam się własnym wrogiem. A przecież najtrudniej walczyć z samym sobą. Nie raz krzyczałam, że z niczym się nie wyrabiam, nie mam dla siebie chwili spokoju, nie mogę się rozwijać, a potem popijałam kawkę przed komputerem, klikając po raz setny "lubię to" ...

Kiedy nastąpił przełom? Trudno powiedzieć. Tak wiele czynników miało na to wpływ. Kocham Ją każdego dnia mocniej, a Ona co raz bardziej interesuje się otaczającym światem. To właśnie daje mi siłę do zmian. Muszę ruszyć z miejsca, aby dotrzymać Jej kroku.
Poznaję nowych, inspirujących ludzi. Każda znajomość jest jak niespodzianka. To historie, które mogę odkryć i obietnica przygód, które mogę przeżyć.
Nie chcę być już księżniczką zamkniętą w wieży na własne życzenie. Czas ściąć złoty warkocz, wyważyć drzwi i zbiec po schodach!

Wracam do projektu, porzuconego tuż przed Jej narodzinami. Tym samym, decyduję się na ciężką i niewdzięczną pracę w domu, który został opanowany przez dziecko. Mama sama w domu... Czy dam radę?
Trzymajcie kciuki :)


2 komentarze

Write komentarze
23 lutego 2015 02:16 delete

super opisane :) życzę powodzenia, wytrwałości i dużo samych udanych postów na blogu.

Reply
avatar
23 lutego 2015 03:12 delete

Dziękuję :) Ten blog to dla mnie taki rodzaj terapii- słowo pisane ma dużą moc!

Reply
avatar