Czy karanie dzieci jest dobrą metodą wychowawczą?

08:50:00 4 Comments A+ a-

Czy karanie dzieci jest dobrą metodą wychowawczą?

Czy mamy prawo karać nasze dzieci? Czy kara może być skuteczna? A jeśli nie kara, to co innego? Te pytania zadaje sobie z pewnością mnóstwo rodziców. I to już dobry prognostyk, że zastanawiamy się nad istotą i sensem karania jako metody wychowawczej. To znak, że coś nas uwiera. Czujemy, że coś jest nie tak. Intuicja, oparta na miłości, nas nie myli.

Kara pojawia się wówczas, kiedy dziecko zachowa się nieodpowiednio lub nie słucha nas. I tutaj już powinna zaświecić się czerwona lampka. Co to znaczy "nieodpowiednio"? Mi od razu przychodziło do głowy: niegrzecznie. Ale ktoś nauczył mnie, że to ocena, która dla dziecka nic nie znaczy. Czy dwulatek przejmie się tym, że "to było niegrzeczne"? Zanim zechcemy wymierzać kary, musimy się zastanowić, czy nie wymagamy zbyt wiele od naszego dziecka? Czy to, o co go poprosiliśmy, jest dla niego osiągalne, zgodne z jego rozwojem? Czy zawsze musi być tak, jak my  chcemy? Może warto z dzieckiem ponegocjować? Ale to rozważania na zupełnie inny temat, a my wróćmy do kar.

Na szczęście, dla większości rodziców (mam taką nadzieję) kary cielesne są niedopuszczalne. Ale co z niewinnym klapsem w pupę? Albo szturchnięciem, czy szarpnięciem za rękę, kiedy zbuntowane dziecko nas nie słucha? Ktoś może powiedzieć: "ja w swoim życiu dostałem kilka razy porządne lanie od rodziców i nic mi nie jest, wyrosłem na porządnego człowieka". Możliwe. Tylko, czy my chcemy powielać zachowania naszych rodziców? Poza tym, nie pamiętamy, co czuliśmy, kiedy wymierzano nam taką karę.

Czy kara jest skuteczna?
Istnieje takie pojęcie jak "naturalne konsekwencje", akceptowane przez wielu specjalistów i rodziców, które są lżejszą wersją kary niż przemoc fizyczna. Kiedy dziecko spóźnia się na kolację, kładziemy je spać głodne- w ten sposób nauczy się punktualności. Co z tego wynika? Świadomie krzywdzimy nasze dziecko, będąc przekonanym, że tym sposobem wpoimy mu nasze zasady.

Kiedy stoisz obok i pozwalasz, by działy się złe rzeczy, twoje dziecko doświadczy dwojakiego rozczarowania: coś idzie nie tak, a tobie nie chce się nawet kiwnąć palcem, żeby zapobiec niefortunnemu wypadkowi.

Bardzo popularne w ostatnich latach stało się czasowe odosobnienie czyli time- out (u nas "karny jeżyk"), reklamowana jako metoda wyciszenia, trening samokontroli, czy radzenia sobie z emocjami. Tak naprawdę jest tylko kolejna wersja stania w kącie. Nie ma nic złego, kiedy dziecko samo decyduje, że potrzebuje wyciszenia. Wówczas ta metoda ma sens. Jednak stosowanie jej u młodszych dzieci kompletnie mija się z celem- czy dwulatek jest w stanie, stojąc w kącie, przemyśleć swoje zachowanie? Time- out to po prostu przymusowa izolacja, ubrana w inne, milsze dla ucha, słowa. Zostawiając płaczące i rozzłoszczone dziecko w pokoju, które właśnie w tym momencie potrzebuje naszej bliskości, na pewno nie sprawimy, że następnym razem zachowa się inaczej.

Czasami zamiast lania zaleca się stosowanie odosobnienia czasowego (time- out), tak jakby w grę wchodziły tylko te dwie opcje. Prawda jest jednak taka, że obie te metody są metodami karnymi. Różnica polega jedynie na tym, że jedna wyrządza dziecku krzywdę fizyczną, a druga psychiczną.

Czy karanie dzieci jest wskazaną metodą wychowawczą?
Kara to także zabranie dziecku tego, co sprawia mu przyjemność. I taka jej forma zdaje się być najbardziej powszechna, jak również w pełni akceptowalna. Dziecko zrobiło coś źle (według naszej oceny), więc zamiast znaleźć inne rozwiązanie, po prostu pozbawiamy je przyjemności (bajki, deser, wyjście do kina). Może nam się wydawać, że taka metoda działa. Jest to jednak bardzo powierzchowny "sukces". Zastanówmy się, czego będziemy musieli zabraniać naszym dzieciom za 5, czy 10 lat, tak by zrobiło to na nich odpowiednio duże wrażenie?

Kara, jak to wynika z jej definicji, ma na celu zahamowanie u dziecka złych zachowań i ich zmianę na lepsze. Skoro tak, to dlaczego wciąż musimy karać? Dlaczego nie wystarczy raz albo dwa?

Zasadnicze pytania o sens takiej metody wychowawczej nasuwają się same, jeszcze zanim poznamy rezultaty odpowiednich badań. Na przykład, może nam przyjść do głowy, by spytać: jak to możliwe, że celowe unieszczęśliwianie dziecka ma na dłuższą metę skutkować korzystnie? I dalej: jeżeli kara rzekomo jest skuteczna, to dlaczego muszę karać moje dziecko wciąż od nowa?

No właśnie, dlaczego kara tak naprawdę nie działa?

Kara doprowadza dziecko do szału

To jak dolewanie oliwy do ognia. Emocje sięgają zenitu, a my zamiast je wyciszać (tylko nie "karnym jeżykiem"!), tylko podnosimy ciśnienie- dziecku i sobie. Poza tym, warto pamiętać o starej jak świat regule, wedle której ofiary po jakimś czasie sami stają się prześladowcami.

Kara uczy wykorzystywania swojej siły

O tym napisałam już wcześniej- kara może nauczyć dziecka tylko jednego- że może krzywdzić słabszych. Skoro rodzice, osoby, które kocha najbardziej na świecie i wobec których jest bezbronne, rozwiązują problemy za pomocą siły, to i ono przejmuje te nawyki.

Kara w końcu traci swoją skuteczność

Możemy opierać nasze rodzicielstwo na miłości bezwarunkowej i szukać innych rozwiązań problemu niż kary, które kiedyś się wyczerpią. Jaką formę karać zastosować wobec zbuntowanego nastolatka, który neguje cały świat dookoła? Zamiast od początku budować relacje, by potem cieszyć się  szacunkiem młodego człowieka, tak naprawdę wytrącamy sobie wszelkie argumenty.

Kary psują nasze relacje z dziećmi

Czy małe dziecko może być nam wdzięczne za to, że takim oto sposobem wpajamy mu zasady dobrego wychowania? Czy raczej poczuje się zdezorientowane: oto osoby, które opiekują się mną, kochają mnie i chcą mi nieba uchylić, czasami zamieniają się w bezdusznych egzekutorów. Kary podważają zaufanie. Jeśli ukarzemy dziecko za to, że zrobiło coś źle, to następnym razem nasz maluch może zrobić to samo, tylko postara się to lepiej ukryć przed nami- po to, by uniknąć kary.

Kara czyni z dzieci egocentryków

Dziecko, srogo ukarane za krzywdę wyrządzoną drugiemu dziecku (zabranie zabawki, bicie, itp.),  siedząc w kącie nie będzie myślało o tym, że zrobiło przykrość koledze lub siostrze. Będzie się zastanawiało jak następnym razem uniknąć kary. Skupi się przede wszystkim na sobie, swoich korzyściach lub stratach. Zacznie kalkulować, kłamać we własnej obronie.

Kiedy więc obrońcy tradycyjnej dyscypliny twierdzą, że dzieci muszą stanąć twarzą w twarz z konsekwencjami swojego zachowania po wejściu w "prawdziwy świat", rozsądnie byłoby zapytać: jaki rodzaj człowieka w tym prawdziwym świecie zachowuje się etycznie tylko wówczas, kiedy boi się zapłacić cenę za swój nieetyczny postępek? Odpowiedź powinna brzmieć: taki, na jakiego, miejmy nadzieję, nasze dzieci nie wyrosną.
Czy karanie dzieci jest dobrą metodą wychowawczą?
Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to temat trudny i kontrowersyjny. Nie stawiam się w roli moralizatora- niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy nie ukarał swoich dzieci. Warto jednak mieć świadomość, co się dzieje, kiedy stosujemy taką przemoc. Ta wiedza pozwoli nam poprawić relacje z naszymi dziećmi :)

Tekst powstał na podstawie książki "Wychowanie bez nagród i kar", autor: Alfie Kohn
Wydawnictwo MiND

Wszystkie cytaty pochodzą z tej książki.

4 komentarze

Write komentarze
Zwykła Matka
AUTHOR
27 maja 2016 07:59 delete

No właśnie....najgorzej jest z tą skutecznością! Kara dana raz, dwa, dziesięc razy jeszcze jakoś daje efekt, ale potem? Potem taka sześciolatka Ci powie "ech, co mi tam bajki, moge przynajmniej czytać ksiażki!" :)))

Reply
avatar
29 maja 2016 05:37 delete

No właśnie czy kary są dobre. Nie powiedziała bym. Ale czasem się łapie, że karę dostanie gdy non stop syn (czasem myślę że specjalnie) robi coś co nie powinien. Tłumaczenie no można spróbować. Ale jeżeli okres buntu 2 latka jest tak ciężki to nie wiem co będzie dalej. Na razie piski wrzaski o wszystko zaczyna się bicie. Choć my nie krzyczymy na syna i nigdy go nie uderzyliśmy.

Reply
avatar
29 maja 2016 08:31 delete

Każdy rodzic (jak mniemam :)), chciałby usłyszeć od sześciolatki takie zdanie! :D A kary nieskuteczne, nie polecam ;)

Reply
avatar
29 maja 2016 08:35 delete

Syn ma 2 latka? Jeśli tak, to on jeszcze nie rozumie, że coś powinien zrobić. Tutaj musimy wziąć poprawkę na etap rozwojowy naszego dziecka- nie można wymagać tego, co jest poza jego zasięgiem. Niestety, bunt dwulatka rządzi się własnymi prawami. Pomyślmy o tym, że to dziecko przeżywa ciężkie chwile, nie my. Też przerabiamy ten temat- dużo cierpliwości i zrozumienia życzę :)

Reply
avatar