Grudniowe Wyznania

14:01:00 6 Comments A+ a-



Przyszedł czas na moje Grudniowe Wyznania.
Boże Narodzenie raptem za kilka dni- to najlepszy moment, aby usiąść z kubkiem czegoś gorącego (dzisiaj to będzie wyjątkowo herbata!) i zastanowić się nad istotą świąt. 
Za co je tak kochamy?
Na co czekamy najbardziej?
Za czym tęsknimy cały rok?

Chcę podzielić się z wami swoimi Grudniowymi Wyznaniami- to zabawa, do której zaprosiła mnie Matka Puchatka. Jeśli macie ochotę, dołączcie!

1. Najbardziej lubię w świętach:
To, że jestem ze swoją rodziną. Brzmi patetycznie, ale od kiedy tułam się z mężem i córką po Polsce, nie widuję się z rodzicami, siostrą, siostrzeńcem i resztą rodziny zbyt często. Najczęściej- przy okazji świąt. 
Uwielbiam to, że jest tyle pysznych rzeczy do jedzenia! Święta to kulinarny popis mojej mamy. Ja sprowadzam się do roli kuchcika, drugorzędnej pomocy. A ponieważ kucharka ze mnie żadna, czekam na święta z utęsknieniem, aby rozkoszować się doskonałym smakiem najróżniejszych potraw!

2. W świętach nie lubię:
 Może tej lekkiej nutki nerwowości, która zawsze wkrada się do rodzinnego domu w wigilijny dzień- czy zdążymy? Czy wszystko zrobione? Posprzątane? Wyprasowane? Co roku to samo zamieszanie. I chociaż kosztuje nas to trochę nerwów, to jednak jest w tym pewien urok- bez tego nie wyobrażam sobie świąt, przecież wszyscy chcemy, żeby było najlepiej, najpiękniej, najsmaczniej!
Okazuje się więc, że w świętach lubię wszystko :)
  
3. Moja ulubiona potrawa wigilijna to:
Zdecydowanie barszcz z uszkami! To jest właśnie to, na co czekam cały rok! Uwielbiałam tę potrawę od dziecka. Kiedyś, a było to latem, mama zaproponowała, że zrobi mi uszka z barszczem. Kategorycznie odmówiłam- wolałam poczekać do Wigilii :)
 
4. Mój ulubiony świąteczny wypiek to:
Zawijany makowiec. Jeśli udaje mi się być wcześniej u rodziców, to drożdżowe ciasto wyrabiam sama. Lubię takie zabawy, a i krąży opinia, że wszelkiego rodzaju ciasta drożdżowe wychodzą mi całkiem dobrze :)
  
5. Trzy świąteczne sytuacje, które utkwiły mi w pamięci:
Długo myślałam nad odpowiedzią na to pytanie... I nic nie wymyśliłam. Te wszystkie lata zlewają mi się w jedno rodzinne świętowanie. Z nostalgią wspominam te czasy, kiedy po podzieleniu się opłatkiem u babci, wyruszałyśmy z kuzynkami kolędować. Nie uwierzycie, ale można było sobie w ten jeden wieczór uzbierać całkiem niezłą sumkę ;)
Pamiętam, że zawsze czekałam na wędrowca, dla którego czekał talerz na wigilijnym stole. Do tej pory się nie zjawił... 

6. Książka, którą kojarzę ze świętami:
Tu was zaskoczę, ponieważ nie będzie to "Opowieść wigilijna"! "Podróż Błękitnej Strzały" to cudowna, pełna ciepła opowieść dla dzieci. To historia zabawek, które chcą dotrzeć do biednego chłopca o imieniu Francesco i w tym celu wyruszają w wielką podróż. Akcja dzieje się we Włoszech, wprawdzie nie dokładnie w Boże Narodzenie, ale w wigilię Trzech Króli, kiedy to dzieci czekają na prezenty od Befany- nieco złośliwej wróżki. 
Piękna i wzruszająca historia- zachęcam do przeczytania!




7.  Pod choinką chciałabym znaleźć:
Na to pytanie odpowiem we wtorek, w moim specjalnym wpisie, na który już was zapraszam- przepraszam Cię, Matko Puchatko, że zdublowałam Twoje pytanie! Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe? ;)
 

6 komentarze

Write komentarze
Basia K
AUTHOR
20 grudnia 2015 12:08 delete

Ja lubię święta za dania typowo wigilijne, wigilijną kapustę z grzybami, kompot z suszu, pierogi z kapustą i grzybami. I za zapachy tego dnia. I za to, że tą kolację je się razem, bo z wilgilii nikt się wyłamać nie może. ;) Nie lubię za to przygotowań, tego pędu i wariacji. A co bym chciała pod choinkę? Już Ci napisałam. :)

Reply
avatar
20 grudnia 2015 13:28 delete

Pierwsze słyszę o tej książce, a wygląda interesująco

Reply
avatar
20 grudnia 2015 13:36 delete

Oczywiście, że się nie gniewam, wręcz przeciwnie - czekam z niecierpliwością. Ciekawa jestem :)

Dziękuję pięknie za udział w zabawie - uwielbiam czytam Wasze odpowiedzi :)

Reply
avatar
22 grudnia 2015 08:00 delete

Nerwowa atmosfera pottafi zniszczyć cały świąteczny klimat, dlatego, jak to mawia mój mąż, nerwy do konserwy i na eksport ;-)

Reply
avatar
22 grudnia 2015 08:02 delete

Jest już stara, ale ma piękne przesłanie.W dzieciństwie czytał ją co rok :-)

Reply
avatar
22 grudnia 2015 08:05 delete

Takie zabawy pozwalają nam zastanowić się nad oczywistościami- dobrze jest w tym gorącym okresie przygotowań usiąść i pomyśleć, co tak naprawdę jest ważne :-)

Reply
avatar